sc Agonia bogów: schyłek mitologii: Apollo
Layout by Scar
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Apollo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Apollo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 stycznia 2016

Opowiadanie 16

     *** Bellona

     Był już późny wieczór, a Lokiego wciąż nie było. W dodatku zgłodniałam. Od godziny burczało mi w brzuchu, a jego nie było. Przekręciłam się na drugi bok, a wtedy włączyła się muzyka z mojego telefonu. Może to Loki dzwoni. Gdy sięgnęłam po telefon, muzyka ucichła. Nie pisało nic, że ktoś do mnie dzwonił.
     Ktoś zadzwonił do drzwi, a potem zapukał. Co miałam zrobić? Przecież nie otworzę, bo nie dam rady. Cierpliwie czekałam aż ta osoba sobie pójdzie. Nagle usłyszałam, jak ktoś otwiera drzwi kluczem, a potem nastąpił głośny trzask. Podniosłam się do pozycji pół leżącej i czekałam na dalszy ciąg zdarzeń. Usłyszałam powolne kroki. Automatycznie skojarzyło mi się to z jakimś drapieżnikiem, który wie, gdzie jest ofiara, ale się z nią bawi. Śmierdziało mi to podstępem Lokiego i przez chwile się nawet rozluźniłam, a mój brzuch odezwał się do mnie ze znaczną siłą.
     - Loki? To ty? Strasznie długo cię nie było, głodna jestem - oznajmiłam, a wtedy kroki skierowały się w stronę mojego pokoju.

niedziela, 1 listopada 2015

Opowiadanie 11

     Niczym rozjuszony byk pędził w moją stronę. Serce waliło mi jak szalone. Zawiodłam się na tym, że nie przeleciało mi życie przed oczami, jak twierdzą niektórzy, że w takich chwilach właśnie to się dzieje, aby potem żałować za swoje grzechy, przypomnieć sobie najgorsze momenty i przeprosić za nie. Być może wtedy masz większą szansę na wejście do Nieba. Ale przecież ja nie pójdę do Nieba ani nigdzie. Po prostu zniknę, bo nie jestem człowiekiem, nie jestem istotą żywą - jestem ludzką wyobraźnią i ich wiarą.
     Cholera, siły zaczęły ponownie mnie opuszczać, zrobiło mi się ciemno przed oczami, odlatuję. Herkules był tuż przede mną, a ja w jednej chwili zjechałam po ścianie, rozkładając się na ziemi. Wszystko potem strzeliło jak z procy i pojawiła się mgła. Nie zdążył wyhamować, ponownie walną w ścianę, a ona zawaliła się na niego. Ciężkie kamienie uderzały w jego ciało, miażdżyły kości, niszczyły organy, sprawiały ból tak wielki, że bóg zwycięstwa wierzgał całym ciałem na wszystkie strony.

sobota, 3 października 2015

Opowiadanie 9

***Loki

     - Ale ja nie chcę! - zawzięcie protestowała.
     - Aniele, mam to gdzieś, musisz ze mną iść, przecież nie pójdę sam!
     - To przemień się w kobietę i idź z jakiś aniołem! Oni na pewno ci pomogą!
     Westchnąłem. Co miałem zrobić? Odkąd powiedziałem Bellonie, że zabiłem Sigyn i była ona tylko moją kochanką, odsunęła się ode mnie. Cholera, jak zawsze musiałem coś palnąć! A było już tak dobrze. Gdy opowiadałem, patrzyła się na mnie z takim zachwytem… i ciekawością. Poczułem wtedy, że zaczynamy się do siebie zbliżać, ale gdy tylko powiedziałem jej o ten głupiej akcji, to cały jej zachwyt i entuzjazm wyparowały w jednej chwili.
     Mogłem trzymać język za zębami!
     Bellona nie dyskutowała ze mną, wróciła do oglądania telewizji. Siedziała w rybaczkach i bluzce na szelkach, która przebijała jej sportowy biustonosz. W pierwszej chwili zrobiło mi się gorąco, ale jakimś cudem udało mi się nie patrzeć w tamtą stronę, a raczej na dół.

czwartek, 10 września 2015

Opowiadanie 6

     ***Bellona, okolice Rzymu, ponad dwa tysiące lat temu

     Ocknęłam się na zielonej łące. Wkoło mnie były tylko pagórki - tylko tyle udało mi się rozpoznać z zamazanego obrazu. Ubrana byłam w moją złoto-czerwoną zbroję. Gdy mój wzrok wyostrzył się, zauważyłam dookoła siebie ludzi, mężczyzn. Wszyscy leżeli w najprzeróżniejszych pozach, wykrwawieni, niektórzy nie mieli nawet kończyć. Wszędzie była krew. Ja cała byłam w krwi. Czułam ją na rękach, na twarzy, na nogach, we włosach. Już sucha, zakrzepnięta. Nie przeraził mnie ten widok. Wydał mi się on… stworzony specjalnie dla mnie, coś mnie pchało ku temu. Spojrzałam ku górze. Ciemne, burzowe chmury głębiły się nad moją głowo. Słychać już było odgłosy piorunów i pojedyncze rozjaśnienia rozświetlało niebo. Lunął deszcz. Grube krople wody opadały całymi litrami na łąkę i zalewały ją. Była ona niczym zbiornik naturalny, otoczona ze wszystkich stron pagórkami.