sc Agonia bogów: schyłek mitologii: aniołowie
Layout by Scar
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aniołowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aniołowie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2016

Opowiadanie 20

     - Nie - krzyknęła Bellona, po czym stanęła przed Lokim.             
     Przyjęła to uderzenie na siebie ze skrzyżowanymi rękami. I choć było naprawdę silne, to cofnęła się zaledwie o mały kroczek i tym samym oślepiając wszystkich. Gdy światło znikło, przed nimi nie stała już kobieta w sukni ślubnej, lecz bogini wojny w swoim boskim stroju, ale to i tak miało najmniejsze znaczenie. Wszyscy patrzyli na skrzydła Bellony, które znienacka urosły na jej plecach. Były koloru czarnego, lecz biła od nich jasność.
     Lucyfer zaczął się śmiać.
     - No proszę. W życiu nie spodziewałbym się czegoś takiego. Widać, że to moja krew, ale ta jasność bijąca od ciebie jest nie do zniesienia. Fuj.
     Bellona prychnęła. Najwidoczniej odzyskała już pełną świadomość i kontrolę nad ciałem. A także nową energię. Energię, której brakowało jej przez tygodnie. Teraz, gdy to wszystko skumulowało się, jakoś musiała wykorzystać ten pokład. I nawet wiedziała już jak. Przed nią stał pewien wkurzający facet, który w każdym swoim geście prosił się o porządne manto. Jakże mogłaby mu odmówić?

niedziela, 20 marca 2016

Opowiadanie 19

     Czarno-złota suknia Bellony zafalowała gwałtownie, gdy Lucyfer podniósł ją z pozycji siedzącej. Była już gotowa. Pociągnął ją delikatnie, a ona posłusznie ruszyła za swoim ojcem. Zaprowadził ją w miejsce, gdzie miała się odbyć ceremonia. Znajdowało się to w sali, w której przeważnie balowały wszystkie piekielne istoty. Teraz jednak zmieniono to na miejsce ślubu. W wolnej przestrzeni stało kilkunastu zaufanych demonów Lucyfera, a po drugiej stronie pana młodego. Krzeseł nie było, nikt nie miał zamiaru zagłębiać się w takie szczegóły. Głównym miejscem było delikatne podwyższenie, na którym stała pergola przyozdobiona czerwonymi jak krew różami. Pan młody już czekał, ubrany w swój bojowy strój, czyli metalowy napierśnik, skórzane spodnie, u boku miał wielki miecz, a na rękach złote bransolety. Włosy jak zwykle miał związane w niskiego kucyka.
     Lucyfer przyprowadził córkę do ołtarza. Bellona stanęła obok Veroma, który chwycił jej dłoń i ścisnął, jakby bał się, że zaraz mu ucieknie. Jego dłonie były zimne. Nachylił się do jej ucha.
     - Już za chwilę całkowicie będziesz należeć do mojego świata.
     Nie zareagowała, lecz jej serce ścisnęła rozpacz.

piątek, 11 marca 2016

Opowiadanie 18

     Zadowolony Lucyfer pojawił się w jedynym z pokoi jego zamku w Piekle. Pokój z grubymi ścianami koloru czerwonego, bez żadnych okien, jedynie wielkie, mosiężne drzwi oraz białe, drewniane, prowadzące do łazienki. Przy jednej ścianie znajdowało się łóżko z bordową pościelą, a naprzeciw niego wielka szafa, zapewne na ubrania. Na innej ścianie wisiało wysokie lustro, a zaraz obok niego toaletka z kosmetykami.
     Gdy tylko wyprostował swoje skrzydła, towarzysząca mu kobieta spadła bezwładnie na ziemię. Uśmiechnął się na jej widok. Wreszcie miał ją u siebie i był z tego powodu bardzo zadowolony. Aby skutecznie ją odbić z rąk aniołów i tego pieprzonego boga kłamstw, musiał poświęcić kilkadziesiąt swoich sług, którzy jeszcze mogli mu się przydać do ważniejszych celów.
     - Witaj w nowym domu, Bellono. Spodoba ci się tutaj.
     - Czego ode mnie chcesz?
     - Ja? Niczego od ciebie nie chcę. Powiedzmy, że po prostu odezwało się we mnie ojcowski instynkt.
     - Ja wiem, że coś kombinujesz.
     - Ale dlaczego zaraz myślisz, że coś kombinuję? Musiałem zesłać na ziemię chordę demonów, aby jakoś odciągnąć cię od aniołów i tego całego Lokiego. Bo przecież dobrowolnie nie przyszłabyś do mnie, prawda?
     - Prędzej dałabym się posiekać - Lucyfer otworzył metalowe drzwi i stanął w ich progu.
     - No, ale teraz nikt cię już nie uratuje i zostaniesz tutaj. Trochę tutejszej atmosfery, a będziesz tak uległa, że nawet każdemu do łóżka wejdziesz.
     Wzięła rozbieg, aby staranować mężczyznę i uwolnić się stąd, lecz on szybko zamknął drzwi, przez co z impetem walnęła w metal. Zabolał ją bark, ale niebyt się tym przejęła. Nie miała zamiaru stać się taka, jak tutejsze kobiety. Po prostu nie mogła i będzie robić wszystko, aby tylko tego uniknąć.

niedziela, 7 lutego 2016

Opowiadanie 17

*** dwa miesiące później

     - Znowu się wylegujesz? - spytała, wchodząc do salonu.
     - Co ci poradzę, że ostatnio nic się nie dzieje - wzruszył ramionami i dalej wrócił do oglądania.
     - W sumie masz rację. Według mnie to zbyt długo jest cicho, mam wrażenie, że za niedługo zdarzy się coś większego.
     - Też tak sądzę - odpowiedział poważnie.
     Bellona wyszła z salonu i poszła do swojego pokoju. Był już wieczór, więc jak zwykle o tej porze poszła się kąpać. Loki podszedł do okna i spojrzał na nie z niepokojem. Pogoda nie była najlepsza. Na niebie były ciemne chmury, wiał zimny wiatr i aż odechciewało się żyć. Nieprzyjemna pogoda jak na lato.
     Usłyszał, że woda w łazience Bellony przestała się lać, więc poczekał jeszcze chwilę, po czym bez pukania wszedł do środka. Bellona stała prawie na środku pokoju, w samym ręczniku i przyglądała się w lustrze. A dokładniej przyglądała się swojej szyi, na której widniał niby fioletowy tatuaż w kształcie mocno zaciśniętego naszyjnika w stylu gotyckim. Co pewien czas znajdowała się na nim litera „L”.

niedziela, 31 stycznia 2016

Opowiadanie 16

     *** Bellona

     Był już późny wieczór, a Lokiego wciąż nie było. W dodatku zgłodniałam. Od godziny burczało mi w brzuchu, a jego nie było. Przekręciłam się na drugi bok, a wtedy włączyła się muzyka z mojego telefonu. Może to Loki dzwoni. Gdy sięgnęłam po telefon, muzyka ucichła. Nie pisało nic, że ktoś do mnie dzwonił.
     Ktoś zadzwonił do drzwi, a potem zapukał. Co miałam zrobić? Przecież nie otworzę, bo nie dam rady. Cierpliwie czekałam aż ta osoba sobie pójdzie. Nagle usłyszałam, jak ktoś otwiera drzwi kluczem, a potem nastąpił głośny trzask. Podniosłam się do pozycji pół leżącej i czekałam na dalszy ciąg zdarzeń. Usłyszałam powolne kroki. Automatycznie skojarzyło mi się to z jakimś drapieżnikiem, który wie, gdzie jest ofiara, ale się z nią bawi. Śmierdziało mi to podstępem Lokiego i przez chwile się nawet rozluźniłam, a mój brzuch odezwał się do mnie ze znaczną siłą.
     - Loki? To ty? Strasznie długo cię nie było, głodna jestem - oznajmiłam, a wtedy kroki skierowały się w stronę mojego pokoju.

niedziela, 3 stycznia 2016

Opowiadanie 14

***Bellona
Norwegia, góry Jotunheimen

     Mgiełka wydobywająca się z moich ust, co chwilę ulatywała w górę. Było mi coraz bardziej zimno, ale się nie skarżyłam. Miałam na sobie kurtę, kozaki i nauszniki, ale to i tak nie wystarczało. Nie byłam przyzwyczajona do klimatu norweskich gór, w szczególności na skraju jesieni i zimy. Wszystko wokół było już pokryte śniegiem. W Norwegii zima zaczyna się znacznie szybciej niżeli w innych krajach europejskich. A ja byłam przyzwyczajona do upalnych popołudni słonecznej Italii! I jak tutaj wytrzymać w takim mrozie? Najlepsze jest jednak to, że zupełnie nie wiedziałam, po co Loki nas tutaj zabrał. Nic mi nie powiedział, zupełnie nic.
     Szedł przede mną. W ręku miał mapę i ani na chwilę nie spojrzał na mnie, czy aby przypadkiem za nim nadążam, bo tępo utrzymywał zawrotne. Bez najmniejszego problemu brnął na przód w takim śniegu, w ogóle nie przeszkadzało mu zimno, chociaż był ubrany dwa razy lżej niżeli ja. Nie miał nic na głowie, ani na rękach, wziął najzwyklejsze spodnie, nie ocieplane, w dodatku rozsunął sobie kurtkę. Mistrzostwo! Ciekawa jestem, kto będzie się nim zajmował, gdy zachoruje. Oj, nie. Na mnie może nawet nie liczyć. Niech ci archaniołowie ślęczą nad nim i słuchają jego głupich tekstów, ja i tak wystarczająco długo się z nim użeram.

niedziela, 29 listopada 2015

Opowiadanie 13

     Wróciłem do nich tego samego dnia wieczorem. Jako niewidzialny zakradałem się do kolejnych pomieszczeń w ich poszukiwaniu. Gabriel siedział z Gabi w salonie. Oboje oglądali jakiś film. Rafael poszedł z Raf na spacer, a Michał uczył używać broni Michalinę. Wszystko poszło zgodzie z planem. Oddaliłem się od nich cicho. Poszperałem jeszcze w innych pomieszczeniach, aby w razie czego nikt nie złapał mojego tropu.
     Następnie udałem się na „górne warstwy” Nieba. Jest powyżej tych całych pomieszczeń mieszkalnych. Znajduje się tam biblioteka i jakieś tajne pokoje, do których nikt nie ma wstępu. Nikt prócz archaniołów i mnie oczywiście. Wszedłem do ogromnej biblioteki. Była ona niewyobrażalnie wysoka, ze wszystkich stron zapełniona książkami.

niedziela, 15 listopada 2015

Opowiadanie 12

***Bellona

     - Złaś z niej, ty parszywy zboczeńcu! - huknął Michał, siłą ściągając ze mnie Lokiego.
     Nie mam zielonego pojęcia, kiedy zjawił się Michał. W jednej chwili ujrzałam Lokiego w jego prawdziwej postaci, a chwilę później koło nas pojawił się Michał tak niespodziewanie, że gdybym mogła, to bym podskoczyła.
     Archanioł nie owijał w bawełnę, patrzył nienawistnym wzrokiem na Lokiego, a ten w ogóle nie przejął się tym, że Michał uniósł go w powietrze bez najmniejszego problemu. Uśmiechał się głupio i jakoś się tłumaczył, ale nie słyszałam dokładnie, co mówił. Ostatecznie archanioł bezpiecznie postawiał go na ziemi, odwrócił się, ale szybko przemyślał jednak decyzję. Z niezwykłą szybkością odwrócił się i uderzył Kłamcę pięścią w brzuch. Ten aż upadł na podłogę.
     Nie wiem dlaczego, ale moją pierwszą reakcją było dobiegnięcie do niego. Nie rozumiem tego. Loki bawi się mną jak lalką, robi ze mną co tylko chce, a jednak rwę do niego, jak dziecko do słodyczy. Mam tego dość, ale jakoś nie mogę przestać.

niedziela, 1 listopada 2015

Opowiadanie 11

     Niczym rozjuszony byk pędził w moją stronę. Serce waliło mi jak szalone. Zawiodłam się na tym, że nie przeleciało mi życie przed oczami, jak twierdzą niektórzy, że w takich chwilach właśnie to się dzieje, aby potem żałować za swoje grzechy, przypomnieć sobie najgorsze momenty i przeprosić za nie. Być może wtedy masz większą szansę na wejście do Nieba. Ale przecież ja nie pójdę do Nieba ani nigdzie. Po prostu zniknę, bo nie jestem człowiekiem, nie jestem istotą żywą - jestem ludzką wyobraźnią i ich wiarą.
     Cholera, siły zaczęły ponownie mnie opuszczać, zrobiło mi się ciemno przed oczami, odlatuję. Herkules był tuż przede mną, a ja w jednej chwili zjechałam po ścianie, rozkładając się na ziemi. Wszystko potem strzeliło jak z procy i pojawiła się mgła. Nie zdążył wyhamować, ponownie walną w ścianę, a ona zawaliła się na niego. Ciężkie kamienie uderzały w jego ciało, miażdżyły kości, niszczyły organy, sprawiały ból tak wielki, że bóg zwycięstwa wierzgał całym ciałem na wszystkie strony.

piątek, 16 października 2015

Opowiadanie 10

     Westchnąłem ciężko. Znowu sam w tym wielkim mieszkaniu. Bellona może była nieznośna, ale przyzwyczaiłem się do jej towarzystwa. Jakoś nie miałem do niczego weny. Nawet na piwo nie miałem ochoty, co było naprawdę do mnie nie podobne. A najgorsze w tym wszystkim było to, że gdy myślałem, aby pójść sobie na jakieś panienki, to zaraz coś we mnie krzyczało stanowczo „nie!” . Chyba pójdę do lekarza, bo ze mną jest coraz to gorzej.
     Upadłem na wygodną, skórzaną sofę i włączyłem telewizor. Przeleciałem po wszystkich kanałach. Nic nie było. Zatrzymałem się dopiero na kolejnej ekranizacji Spider-Man’a. Ile ich już jest? Co najmniej trzy. A może by tak się pobawić w takiego gościa, w opinającym wszystkie części ciała, czerwono-niebieskim kombinezonie? Chociaż nie. Nie cierpię ciasnych ubrań, a jak pomyślę, że miałoby mi się to wpinać w… Uch… Na samą myśl mam ciarki.

sobota, 3 października 2015

Opowiadanie 9

***Loki

     - Ale ja nie chcę! - zawzięcie protestowała.
     - Aniele, mam to gdzieś, musisz ze mną iść, przecież nie pójdę sam!
     - To przemień się w kobietę i idź z jakiś aniołem! Oni na pewno ci pomogą!
     Westchnąłem. Co miałem zrobić? Odkąd powiedziałem Bellonie, że zabiłem Sigyn i była ona tylko moją kochanką, odsunęła się ode mnie. Cholera, jak zawsze musiałem coś palnąć! A było już tak dobrze. Gdy opowiadałem, patrzyła się na mnie z takim zachwytem… i ciekawością. Poczułem wtedy, że zaczynamy się do siebie zbliżać, ale gdy tylko powiedziałem jej o ten głupiej akcji, to cały jej zachwyt i entuzjazm wyparowały w jednej chwili.
     Mogłem trzymać język za zębami!
     Bellona nie dyskutowała ze mną, wróciła do oglądania telewizji. Siedziała w rybaczkach i bluzce na szelkach, która przebijała jej sportowy biustonosz. W pierwszej chwili zrobiło mi się gorąco, ale jakimś cudem udało mi się nie patrzeć w tamtą stronę, a raczej na dół.

piątek, 25 września 2015

Opowiadanie 8

***Loki

     Ktoś zapukał do drzwi i zanim Bellona zdążyła odpowiedzieć „proszę”, drzwi już się zamykały. Jakoś nawet mi się nie śniło, aby iść i sprawdzić, kto to. Ale sprawę z tożsamością niespodziewanego gościa szybko wyjaśniła Bellona.
     - Gabriel, jak miło cię widzieć!
     - Ciebie również, Bellono. A tak w ogóle, to co tu się stało?
     Uśmiechnąłem się pod nosem. Aktualnie mój apartament był jedną, wielką dżunglą. Wszystko porośnięte wysokimi roślinami, ledwo przedzierające się przez korony promienie słoneczne i jeszcze odgłosy zwierząt. Iluzja godna powinszowania.
     - Weź mi nawet nie mów, Loki jak zwykle bawi się w te swoje iluzje. Właśnie wychodziłam, bo mam już dość. Chcesz, to chodź ze mną, pójdziemy na lody. Dzisiaj jest wyjątkowo gorąco.

niedziela, 20 września 2015

Opowiadanie 7

*** Bellona, apartament Lokiego

     Błogosławiona ciemność pomału zaczynała odpływać. Czułam już wszystkie swoje kończyny, jeszcze chwila i będę mogła swobodnie nimi poruszać. Przez długą chwilę nie wiedziałam czy otwierać oczy, czy nie. Z jednej strony mogą tylko na to czekać, a z drugiej jeżeli tego nie zrobię, to nawet nie będę wiedziała, gdzie jestem. A wtedy na pewno nie ucieknę.
     Ostatecznie pomału zaczęłam otwierać powieki i z ulgą stwierdziłam, że byłam w swoim pokoju, w apartamencie Lokiego. Może to był tylko sen?
     Spokojnie wstałam, ubrałam się i umyłam. W mieszkaniu panowała kompletna cisza. Zapewne Loki jeszcze śpi albo wcześnie gdzieś wyszedł.
     Udałam się do kuchni i zaczęłam robić śniadanie.

czwartek, 10 września 2015

Opowiadanie 6

     ***Bellona, okolice Rzymu, ponad dwa tysiące lat temu

     Ocknęłam się na zielonej łące. Wkoło mnie były tylko pagórki - tylko tyle udało mi się rozpoznać z zamazanego obrazu. Ubrana byłam w moją złoto-czerwoną zbroję. Gdy mój wzrok wyostrzył się, zauważyłam dookoła siebie ludzi, mężczyzn. Wszyscy leżeli w najprzeróżniejszych pozach, wykrwawieni, niektórzy nie mieli nawet kończyć. Wszędzie była krew. Ja cała byłam w krwi. Czułam ją na rękach, na twarzy, na nogach, we włosach. Już sucha, zakrzepnięta. Nie przeraził mnie ten widok. Wydał mi się on… stworzony specjalnie dla mnie, coś mnie pchało ku temu. Spojrzałam ku górze. Ciemne, burzowe chmury głębiły się nad moją głowo. Słychać już było odgłosy piorunów i pojedyncze rozjaśnienia rozświetlało niebo. Lunął deszcz. Grube krople wody opadały całymi litrami na łąkę i zalewały ją. Była ona niczym zbiornik naturalny, otoczona ze wszystkich stron pagórkami.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Opowiadanie 5

*** Bellona, Madryt

     W tle wciąż pobrzmiewała cicha, kojąca muzyka. Tłum ludzi przechadzał się od jednej rzeźby do drugiej, starannie przyglądając się im i rozprawiając o nich. Podeszłam do jednej, gdyż zauważyłam w niej coś znajomego. Wprawdzie Loki opowiadał mi o wszystkich rzeźbach, które tutaj będą i pokazywał mi zdjęcia, ale w tej było coś najbardziej znajomego. Jakbym gdzieś ją już widziała. Tylko gdzie?
     - Wspaniałe arcydzieło, nieprawdaż? - usłyszałam obok siebie męski głos. Spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam barczystego czterdziestolatka z czarnymi włosami i błękitnymi oczami. Miał ostre rysy twarzy, a na sobie czarny garnitur, a pod spodem nieskazitelnie biała koszulę. Pewnie sama ta koszula kosztowała więcej niżeli wszystko to, co miałam na sobie.

sobota, 15 sierpnia 2015

Opowiadanie 4

Loki, niebo

     To był zły pomysł, aby do niej przychodzić. O mały włos mnie nie zabiła tą dwuręczną siekierą! A w ogóle jak to możliwe, że wiedziała, gdzie stoję? Jeszcze wymierzyła mi porządnego policzka. Muszę przyznać, że krzepę to ona ma. Ale nie oto chodzi. Ona przyciąga mnie jak magnes. Przy niej nie mogę się na niczym skoncentrować, moje myśli krążą tylko wkoło niej. W tym salonie nie mogłem się powstrzymać, a najgorsze jest to, że w ciągu zaledwie dziesięciu minut zdążyła mnie zadziwić jakieś trzy razy, jak nie więcej. Jeszcze nikomu to się nie udało. Ale, do jasnej cholery, zabolało mnie to, co powiedziała przez wściekłość! Tyle razy słyszałem obelgi od różnych osób, o wiele gorsze od jej słów (jej słowa to nawet nie była obelga), ale zabolały mnie gorzej niż wtedy, gdy Thor walnął mnie tym swoim młotem, a to bynajmniej nie było lekko.

czwartek, 9 lipca 2015

Opowiadanie 3

Loki, Asgard, bardzo dawno temu

     Asgard płonął na moich oczach, gdy wtem przypomniałem sobie o osobach, które warto jeszcze odwiedzić, zanim Michał wszystkich wymorduje. Przemierzając spokojnie oddalony o kilka kilometrów las, natknąłem się na drogowskaz. Niby nic nie znacząca kreska na pniu drzewa, lecz ja dobrze znałem ten symbol. Wskazywał drogę. Chwilę później znalazłem się przed ziemianką, która posiadała drewniane drzwiczki, przy wejściu kwiaty, a po bokach wzniesienia niewielkie okna. Zapukałem i wszedłem nie czekając na odpowiedź.

niedziela, 28 czerwca 2015

Opowiadanie 2

                Jasna cholera!
                Wybuch odepchnął mnie parę metrów do tyłu. Na moje nieszczęście wylądowałem na twardym betonie, co nie było przyjemne. Bolały mnie plecy, głowa i jeszcze ubiłem sobie piszczel. Po prostu świetnie! Gorzej już chyba być nie może. Przysięgam, że zabiję tego sukinsyna!
                Rozejrzałem się w poszukiwaniu Fenrira*. Zapiję tego kundla, choćbym miał poświęcić na to całe życie! Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten piekielny pies potrafi zmieniać swoją wielkość i kto wie czy teraz nie zamienił się w psa rozmiarów małej myszki. Niego go diabli! Po co ja go w ogóle stwarzałem?!

wtorek, 16 czerwca 2015

Opowiadanie 1

Sycylia, współcześnie
                               
*** Bellona
                Otrzepałam swoje spodnie. Całe się zakurzyły. Tak to jest, gdy w lecie biega się po polnych drogach. Cóż, w dodatku na Sycylii, gdzie temperatura w ciągu dnia przekracza trzydzieści stopni. Ale co mogę poradzić? W takim klimacie się urodziłam i żyłam tyle lat, chociaż często korci mnie, aby zwiedzić coś innego niż tylko Włochy. Matko, kiedy ja ostatnio opuszczałam granice mego rodzinnego państwa? Było to chyba w roku… 115, w Królestwie Partów. Czyli dzisiejszy… Iran? Coś takiego. Och, aż tęskni mi się za tamtymi czasami… Brakuje mi tamtych zwykłych, tradycyjnych wojen, kiedy to walczyło się z honorem, czysto, z samą bronią białą. A teraz? Teraz wszyscy używają jakiś pistoletów, na których kompletnie się nie znam. Jedynie potrafię rozróżnić pistolet krótki od długiego, nic więcej. Wiem, aż wstyd, ale co ja poradzę. Nie urodziłam się w tym wieku i chyba nigdy do końca się tutaj nie odnajdę. Przynajmniej samej jest trudno. Cóż…

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Wstęp

                Szykowała się potężna wojna. Aniołowie tylko czekali w swoim obozie na rozkaz wodza, aby zaatakować. Jednak ich wódz czekał na informację od pewnego zwiadowcy, a raczej zdrajcy ich wrogów.
                Nagle bez uprzedzenia do namiotu wszedł mężczyzna ze swoim łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy.
                - Nauczyłbyś się pukać! - warknął na niego archanioł.
                Nie podobało mu się, że wygrana tej wojny zależała od byle jakiego bożka, który postanowił zdradzić swoich rodaków. To on był wodzem, on miał dowodzić armią aniołów. To zwycięstwo całkowicie miało zależeć od niego. Jednak tak nie było, bo sprawy się skomplikowały i jedyną deską ratunku został ten człowiek, a raczej mitologiczny, pogański bóg.