Czarno-złota
suknia Bellony zafalowała gwałtownie, gdy Lucyfer podniósł ją z pozycji
siedzącej. Była już gotowa. Pociągnął ją delikatnie, a ona posłusznie ruszyła
za swoim ojcem. Zaprowadził ją w miejsce, gdzie miała się odbyć ceremonia.
Znajdowało się to w sali, w której przeważnie balowały wszystkie piekielne
istoty. Teraz jednak zmieniono to na miejsce ślubu. W wolnej przestrzeni stało
kilkunastu zaufanych demonów Lucyfera, a po drugiej stronie pana młodego.
Krzeseł nie było, nikt nie miał zamiaru zagłębiać się w takie szczegóły. Głównym
miejscem było delikatne podwyższenie, na którym stała pergola przyozdobiona
czerwonymi jak krew różami. Pan młody już czekał, ubrany w swój bojowy strój,
czyli metalowy napierśnik, skórzane spodnie, u boku miał wielki miecz, a na
rękach złote bransolety. Włosy jak zwykle miał związane w niskiego kucyka.
Lucyfer
przyprowadził córkę do ołtarza. Bellona stanęła obok Veroma, który chwycił jej
dłoń i ścisnął, jakby bał się, że zaraz mu ucieknie. Jego dłonie były zimne.
Nachylił się do jej ucha.
-
Już za chwilę całkowicie będziesz należeć do mojego świata.
Nie
zareagowała, lecz jej serce ścisnęła rozpacz.