sc Agonia bogów: schyłek mitologii: kłamstwa
Layout by Scar
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kłamstwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kłamstwa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 stycznia 2016

Opowiadanie 16

     *** Bellona

     Był już późny wieczór, a Lokiego wciąż nie było. W dodatku zgłodniałam. Od godziny burczało mi w brzuchu, a jego nie było. Przekręciłam się na drugi bok, a wtedy włączyła się muzyka z mojego telefonu. Może to Loki dzwoni. Gdy sięgnęłam po telefon, muzyka ucichła. Nie pisało nic, że ktoś do mnie dzwonił.
     Ktoś zadzwonił do drzwi, a potem zapukał. Co miałam zrobić? Przecież nie otworzę, bo nie dam rady. Cierpliwie czekałam aż ta osoba sobie pójdzie. Nagle usłyszałam, jak ktoś otwiera drzwi kluczem, a potem nastąpił głośny trzask. Podniosłam się do pozycji pół leżącej i czekałam na dalszy ciąg zdarzeń. Usłyszałam powolne kroki. Automatycznie skojarzyło mi się to z jakimś drapieżnikiem, który wie, gdzie jest ofiara, ale się z nią bawi. Śmierdziało mi to podstępem Lokiego i przez chwile się nawet rozluźniłam, a mój brzuch odezwał się do mnie ze znaczną siłą.
     - Loki? To ty? Strasznie długo cię nie było, głodna jestem - oznajmiłam, a wtedy kroki skierowały się w stronę mojego pokoju.

niedziela, 3 stycznia 2016

Opowiadanie 14

***Bellona
Norwegia, góry Jotunheimen

     Mgiełka wydobywająca się z moich ust, co chwilę ulatywała w górę. Było mi coraz bardziej zimno, ale się nie skarżyłam. Miałam na sobie kurtę, kozaki i nauszniki, ale to i tak nie wystarczało. Nie byłam przyzwyczajona do klimatu norweskich gór, w szczególności na skraju jesieni i zimy. Wszystko wokół było już pokryte śniegiem. W Norwegii zima zaczyna się znacznie szybciej niżeli w innych krajach europejskich. A ja byłam przyzwyczajona do upalnych popołudni słonecznej Italii! I jak tutaj wytrzymać w takim mrozie? Najlepsze jest jednak to, że zupełnie nie wiedziałam, po co Loki nas tutaj zabrał. Nic mi nie powiedział, zupełnie nic.
     Szedł przede mną. W ręku miał mapę i ani na chwilę nie spojrzał na mnie, czy aby przypadkiem za nim nadążam, bo tępo utrzymywał zawrotne. Bez najmniejszego problemu brnął na przód w takim śniegu, w ogóle nie przeszkadzało mu zimno, chociaż był ubrany dwa razy lżej niżeli ja. Nie miał nic na głowie, ani na rękach, wziął najzwyklejsze spodnie, nie ocieplane, w dodatku rozsunął sobie kurtkę. Mistrzostwo! Ciekawa jestem, kto będzie się nim zajmował, gdy zachoruje. Oj, nie. Na mnie może nawet nie liczyć. Niech ci archaniołowie ślęczą nad nim i słuchają jego głupich tekstów, ja i tak wystarczająco długo się z nim użeram.