Westchnąłem
ciężko. Znowu sam w tym wielkim mieszkaniu. Bellona może była nieznośna, ale
przyzwyczaiłem się do jej towarzystwa. Jakoś nie miałem do niczego weny. Nawet
na piwo nie miałem ochoty, co było naprawdę do mnie nie podobne. A najgorsze w
tym wszystkim było to, że gdy myślałem, aby pójść sobie na jakieś panienki, to
zaraz coś we mnie krzyczało stanowczo „nie!” . Chyba pójdę do lekarza, bo ze
mną jest coraz to gorzej.
Upadłem
na wygodną, skórzaną sofę i włączyłem telewizor. Przeleciałem po wszystkich
kanałach. Nic nie było. Zatrzymałem się dopiero na kolejnej ekranizacji
Spider-Man’a. Ile ich już jest? Co najmniej trzy. A może by tak się pobawić w
takiego gościa, w opinającym wszystkie części ciała, czerwono-niebieskim kombinezonie? Chociaż nie. Nie cierpię ciasnych ubrań, a jak pomyślę, że
miałoby mi się to wpinać w… Uch… Na samą myśl mam ciarki.