-
Nie - krzyknęła Bellona, po czym stanęła przed Lokim.
Przyjęła
to uderzenie na siebie ze skrzyżowanymi rękami. I
choć było naprawdę silne, to cofnęła się zaledwie o mały kroczek i tym samym
oślepiając wszystkich. Gdy światło znikło, przed nimi nie stała już kobieta w
sukni ślubnej, lecz bogini wojny w swoim boskim stroju, ale to i tak miało
najmniejsze znaczenie. Wszyscy patrzyli na skrzydła Bellony, które znienacka
urosły na jej plecach. Były koloru czarnego, lecz biła od nich jasność.
Lucyfer
zaczął się śmiać.
- No
proszę. W życiu nie spodziewałbym się czegoś takiego. Widać, że to moja krew,
ale ta jasność bijąca od ciebie jest nie do zniesienia. Fuj.
Bellona
prychnęła. Najwidoczniej odzyskała już pełną świadomość i kontrolę nad ciałem.
A także nową energię. Energię, której brakowało jej przez tygodnie. Teraz, gdy
to wszystko skumulowało się, jakoś musiała wykorzystać ten pokład. I nawet
wiedziała już jak. Przed nią stał pewien wkurzający facet, który w każdym swoim
geście prosił się o porządne manto. Jakże mogłaby mu odmówić?