***Bellona, okolice Rzymu, ponad
dwa tysiące lat temu
Ocknęłam się na zielonej łące.
Wkoło mnie były tylko pagórki - tylko tyle udało mi się rozpoznać z zamazanego
obrazu. Ubrana byłam w moją złoto-czerwoną zbroję. Gdy mój wzrok wyostrzył się,
zauważyłam dookoła siebie ludzi, mężczyzn. Wszyscy leżeli w najprzeróżniejszych
pozach, wykrwawieni, niektórzy nie mieli nawet kończyć. Wszędzie była krew. Ja
cała byłam w krwi. Czułam ją na rękach, na twarzy, na nogach, we włosach. Już
sucha, zakrzepnięta. Nie przeraził mnie ten widok. Wydał mi się on… stworzony
specjalnie dla mnie, coś mnie pchało ku temu. Spojrzałam ku górze. Ciemne, burzowe
chmury głębiły się nad moją głowo. Słychać już było odgłosy piorunów i
pojedyncze rozjaśnienia rozświetlało niebo. Lunął deszcz. Grube krople wody opadały całymi
litrami na łąkę i zalewały ją. Była ona niczym zbiornik naturalny, otoczona ze
wszystkich stron pagórkami.