Zadowolony
Lucyfer pojawił się w jedynym z pokoi jego zamku w Piekle. Pokój z grubymi
ścianami koloru czerwonego, bez żadnych okien, jedynie wielkie, mosiężne drzwi
oraz białe, drewniane, prowadzące do łazienki. Przy jednej ścianie znajdowało
się łóżko z bordową pościelą, a naprzeciw niego wielka szafa, zapewne na ubrania.
Na innej ścianie wisiało wysokie lustro, a zaraz obok niego toaletka z
kosmetykami.
Gdy
tylko wyprostował swoje skrzydła, towarzysząca mu kobieta spadła bezwładnie na
ziemię. Uśmiechnął się na jej widok. Wreszcie miał ją u siebie i był z tego
powodu bardzo zadowolony. Aby skutecznie ją odbić z rąk aniołów i tego
pieprzonego boga kłamstw, musiał poświęcić kilkadziesiąt swoich sług, którzy
jeszcze mogli mu się przydać do ważniejszych celów.
-
Witaj w nowym domu, Bellono. Spodoba ci się tutaj.
- Czego
ode mnie chcesz?
-
Ja? Niczego od ciebie nie chcę. Powiedzmy, że po prostu odezwało się we
mnie ojcowski instynkt.
- Ja
wiem, że coś kombinujesz.
-
Ale dlaczego zaraz myślisz, że coś kombinuję? Musiałem zesłać na ziemię chordę
demonów, aby jakoś odciągnąć cię od aniołów i tego całego Lokiego. Bo przecież
dobrowolnie nie przyszłabyś do mnie, prawda?
-
Prędzej dałabym się posiekać - Lucyfer otworzył metalowe drzwi i stanął w ich
progu.
-
No, ale teraz nikt cię już nie uratuje i zostaniesz tutaj. Trochę tutejszej
atmosfery, a będziesz tak uległa, że nawet każdemu do łóżka wejdziesz.
Wzięła
rozbieg, aby staranować mężczyznę i uwolnić się stąd, lecz on szybko zamknął
drzwi, przez co z impetem walnęła w metal. Zabolał ją bark, ale niebyt się tym
przejęła. Nie miała zamiaru stać się taka, jak tutejsze kobiety. Po prostu nie
mogła i będzie robić wszystko, aby tylko tego uniknąć.