Szykowała
się potężna wojna. Aniołowie tylko czekali w swoim obozie na rozkaz wodza, aby
zaatakować. Jednak ich wódz czekał na informację od pewnego zwiadowcy, a raczej
zdrajcy ich wrogów.
Nagle
bez uprzedzenia do namiotu wszedł mężczyzna ze swoim łobuzerskim uśmieszkiem na
twarzy.
-
Nauczyłbyś się pukać! - warknął na niego archanioł.
Nie
podobało mu się, że wygrana tej wojny zależała od byle jakiego bożka, który
postanowił zdradzić swoich rodaków. To on był wodzem, on miał dowodzić armią
aniołów. To zwycięstwo całkowicie miało zależeć od niego. Jednak tak nie było,
bo sprawy się skomplikowały i jedyną deską ratunku został ten człowiek, a
raczej mitologiczny, pogański bóg.